Krótkie rozmyślania nad świętem listopadowym

Abstrahując od tego co dzieje się w stolicy, nie zważając na komentarze mediów, ani opinie otaczających mnie ludzi, postanowiłem zadać sobie pytanie, czy dla harcerzy dzień 11 listopada jest radosnym świętem? Nie do końca wiem, jak wygląda to w przypadku innych środowisk, ale zaryzykuję stwierdzenie, że w takich obchodach zawsze pojawia się element kościoła (np. mszy za ojczyznę), wojska (nawet śpiewając pieśni patriotyczne) oraz wypowiedzi, że ktoś za nas umierał – poświęcał się. Pewnie taka forma obchodów jest słuszna i potrzebna. Trzeba wystać swoje, pomęczyć się niezależnie od pogody, wymodlić i oddać hołd tym, którym zawdzięczamy to święto. Otóż być może jesteśmy wpisani już w tradycję obchodów ponurych, ale bogatych w te odcienie szarości przeplatane bielą i czerwienią. Ale cały czas pojawiają się wątpliwości i moja chęć odszukania tej radosnej strony lub zdiagnozowania tej niewesołej.

Może wpływ na to ma czynnik klimatyczny? Już dawno udowodnione zostało istnienie „jesiennej depresji”, a wchodząc głębiej w biometeorologię szare kolory krajobrazu, zimno i deszcz, brak słońca i listopadowa aura (skończyła się dawno złota polska jesień) tylko potwierdzają tą tezę. Idąc dalej, zahaczając o człowieka, może jesteśmy zmęczenie tym wszystkim? Z dużym trudem wywalczyliśmy niepodległość, nie mówiąc o ponad stu letnich zaborach. Nastawienie i postawy wcześniejszych pokoleń stały się naszym dziedzictwem. Ale tutaj zrodziło się moje pytanie, czy po I wojnie światowej, mimo strat, trudnej sytuacji nie zapanowała radość i ogólny entuzjazm? Śpiewano tylko piosenki, gdzie Jasieniek szedł na wojnę i z niej nie wracał? A co z tymi co wrócili? Trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć. I może ostatni powód tkwiący w nas głębiej – nie lubimy obchodzić takich świąt.

Więc gdzie schowała się ta radość? Może każdy nosi ją w sobie, ale nie potrafi uzewnętrznić, bojąc się reakcji otoczenia. Jeśli tak to polecam zrobić krok do przodu i pokazać, że się da na wesoło (ale z zachowaniem odpowiedniej ilości szacunku) spędzić Święto Odzyskania Niepodległości. Po coś ją w końcu odzyskali nasi przodkowie. I jeszcze dla mniej odważnych: warto chociaż ciepło pomyśleć o tych, którzy walczyli. Nie płakać i żałować. Byli przecież dorosłymi ludźmi. Sytuacja ich zmusiła, ale podejrzewam, że byli świadomi swoich wyborów.